Czego bronimy?

W wielkich miastach coraz silniej promowane są wydarzenia, które mogą być posumowane: „promocja bezwstydu”. Są one przede wszystkim skierowane ku młodym, niedojrzałym osobom. Demoralizujące działania są wspierane przez lokalne władze i z tego względu budzą przerażenie. Bo można postawić pytanie – czy naprawdę prezydenci Warszawy, Gdańska, czy Poznania chcą aby ich dzieci oglądały tzw. „parady równości”, czy chcą aby przechodziły przyspieszone kursy seksualizacji? Czy też odwrotnie – będą je chronić przed takimi działaniami? Niezależnie od odpowiedzi powstaje pytanie w imię czego dopuszczają w przestrzeni publicznej, za której kształt są odpowiedzialni, do niszczenia godności ludzkiej, która przejawia się m. in. w elementarnym poczuciu wstydu?

Chodzi tu przede wszystkim o wstyd seksualny, jaki chroni osobę przed niewłaściwymi zachowaniami. Tak niedawno o wartości tego uczucia mówił w swoich naukach św. Jan Paweł II. Był to niezwykły cykl o teologii ciała. Podkreślał w nim wartość ludzkiego ciała, pokazywał jego osobotwórczą moc, która nie może być ani umniejszona, ani tym bardziej profanowana przez prymitywnie pojmowaną antykulturę, jaką obecnie usiłuje się wprowadzać.

W środowych audiencjach wskazywał na wartość wstydu seksualnego, czego nie można zastąpić bezwstydem. Bo wstyd seksualny jest barierą, która chroni godność człowieka i wskazuje na prawdziwą wartość kobiecości i męskości. Broni przed banalizacją i urzeczowieniem osób we wzajemnych relacjach. Ale jest też wyrazem lęku przed tym, aby nie być potraktowanym jak przedmiot, użytym do zaspokojenia czyjejś przyjemności. Wstyd seksualny chroni przed nieporządkowanymi pożądaniami, które stanowią zagrożenie dla tożsamości osoby. Nie można go zignorować, ani zagłuszyć. Trzeba się nad nim pochylić i zrozumieć co skąd pochodzi. Wskazuje na możliwość nieuporządkowanych w człowieku działań, które łatwo mogą niszczyć wzajemne relacje między kobietą i mężczyzną. Nie usunie go bezwstydna edukacja seksualna ani obyczajowe czy prawne przyzwolenie na rozwiązłość. Działania te nie likwidują wewnętrznej dysharmonii w człowieku, ale ją pogłębiają doprowadzając do utraty tożsamości osobowej i utrudniają prowadzenie dobrego życia.

Otóż św. Jan Paweł II przypominał, że płciowość jest celowa i skierowana ku budowaniu osoby. To dzieje się, gdy służy miłości i wyraża szacunek dla osoby oraz jej wartości. Płciowość opanowana skromnością i czystością staje się darem kulturotwórczym. Wiedzie do małżeństwa opartego o trwałą i wierną miłość.  W nim, w relacji wzajemnego całkowitego daru, miłość małżeńska absorbuje wstyd seksualny. W ten sposób przeżywana płciowość staje się komunią miłości, która uzdalnia do przyjęcia nowych osób. To najpiękniejszy proces, w którym kobieta i mężczyzna uzyskują świadomość swojej tożsamości i stają się matką i ojcem. Stanowi źródło właściwego rozwoju osobowego, wspólnotowego a także narodowego. Toczymy obecnie walkę o taką kulturę, która ma dzieciom i młodzieży umożliwić prowadzenie normalnego wartościowego życia. Tego bronimy…