Najdziwniejsza Wielkanoc

Dla wszystkich Polaków przeżywanie obecnych świąt Wielkiejnocy było jednym z najdziwniejszych doświadczeń całego życia. Zostaliśmy zmuszeni do podporządkowania się prawu, które ograniczyło nasze relacje rodzinne, religijne, a nawet zredukowało możliwość oglądania budzącej się do życia przyrody. Niczym smog, zawisł na nami złowrogi cień wirusa. Wszyscy, niemal na całym świecie, ulegliśmy tyrani wyobrażenia o śmiercionośnych skutkach czegoś, co nie stanowi nawet najprostszej struktury życia. Mały wirus spowodował, że patrzymy na siebie z podejrzeniem, jako na potencjalne źródło zagrożenia. Sami siebie izolujemy, tworzymy wewnętrzny areszt. Znikła radość spotkań. Przeżycie wspólnoty Kościoła skupionej wokół tajemnic Triduum i Zmartwychwstania została zastąpiona udziałem elektronicznym. Choć wierzymy, że nasz trud zostanie dopełniony Duchem Chrystusa, to rodzą się obawy, czy wytrwa w nas tęsknota za tym, by gorliwiej żyć sakramentalnie, gdy wirus ustąpi.

Epidemia stanowi wyzwanie, ponieważ domaga się znalezienia odpowiedzi na jakich zasadach mamy wrócić do normalnego życia społecznego opartego o zaufanie i ofiarność. Bo to, że nie wystarczy tylko wzmocnienie relacji ekonomicznych staje się coraz bardziej oczywiste. Będziemy potrzebować na nowo odnalezienie sensu życia, rozwoju, małżeństwa, rodziny, miłości, by pokonać zagnieżdżoną w naszych umysłach i sercach smugę cienia. Będziemy potrzebować przewodników w mądrości. Poszukiwanie ich objawiło się w internecie, gdy okazało się, że w liturgii sprawowanej w pustych, jak nigdy w historii, kościołach i transmisjach w sieci, uczestniczyło tysiące wiernych.

Jak już zauważył Arystoteles, mądrość aby stać potrzebą, która zachwyci i porwie, musi być przez kogoś ukazana. Być może stajemy przed jeszcze jedną szansą w historii, by dać porwać się mądrości Bożej, tej samej, jaka zachwyciła Mieszka, który w Wielką Sobotę, 14 kwietnia 966 roku przyjął chrzest. Umieścił Polskę w strukturach Kościoła i umożliwił Polakom przemianę życia czerpiąc wprost ze źródła Bożej miłości. Staliśmy się narodem, który uczył się zawierzać Chrystusowi. Przyswajając słowa czeskie, niemieckie, łacińskie po to, by zrozumieć wiarę, polska kultura stawała się uniwersalną. Wytrwanie w tym dziedzictwie jest obecnie najważniejszym celem. Od epoki Mieszka nie dzieli nas tak dużo lat. W wielu Polakach płynie jego krew. Korzystając z genealogii można obliczyć, że obecnie żyje 35 pokolenie jego potomków. Patrząc w mroki dziejów, dostrzegamy ogromną daninę krwi męczeńskiej, jaką złożyliśmy, by Chrystusowa miłość przetrwała w narodzie. Mam nadzieję, że niesiona nieustanie przez Mieszkowe dzieci znajdzie ona echo w sercach późnych wnuków, gdy czas morowego powietrza minie…