Nauka polskiego ducha

Minęło stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę. Przyszedł rok 2019 i pamięć o dniach cierpienia, walki, nadziei zanika, choć historia domaga się odsłaniania wysiłku tamtego czasu, bo z niego czerpiemy soki życia. Żal serce ściska, że nie odpowiedzieliśmy w sposób wyczerpujący skąd się wzięła niepodległość i jakie przesłanie niesie dla nas dzisiaj.

Próbujemy uchwycić sens zdarzeń przez działania Piłsudskiego, Dmowskiego, Paderewskiego. Ale oni niczego wielkiego nie dokonali, by wpłynąć na wynik wojny. Raczej historia ich postawiła na świeczniku Ojczyzny. Nie odmawiam wysiłku, szlachetności motywów, ale trzeba dojrzeć proporcje. W rozważaniach o przyczynach odzyskania niepodległości nie dostrzegamy udziału Boga. Jakby wszystko działo się tylko siłami ludzkimi. Bagatelizujmy niesłychaną modlitwę, walkę i ekspiację pokoleń. A to przecież na ludzkich dziejach Pan Bóg wygrał pieśń sprawiedliwości dla naszego narodu i postawił zadanie. On sprawił cud, jakim były postulaty prezydenta Wilsona, gdy nikt nie zwracał uwagi na sprawę polską. Bóg też był głównym sprawcą naszej niepodległości w sensie historycznym i materialnym. Ojcom naszym przyszyło jej bronić i ją kształtować. 

Jeżeli tak spojrzymy to Polska jawi się jako zadanie do wykonania, w miejscu i czasie, które Bóg wybrał. Trzeba to zobaczyć. Trzeba wsłuchać się w tych, którzy to rozumieli. Nie tylko dawali świadectwo prawdzie ale wyrażali to pięknymi słowami, które formowały serca, które porywały do lotu ponad poziomy. W uproszczonym oglądzie historii zapomnieliśmy o wdzięczności wobec tych, którzy formowali ducha, jakiego nie zgniotła niewola zaborów, jaki nie dał się uwieść powabom tego świata, jaki odrzucał zdradę i ideologię podziałów.  Nie chodzi tylko o tych którzy walczyli o granice czy polegli, ale także o tych którzy w najcięższych warunkach w Chrystusie i jego misji widzieli nadzieję i sens istnienia Polski. A był to Kościół – a nim księża, zakonnice i zakonnicy, którzy naszych przodków prowadzili drogami wiary do polskiej, Bożej Ojczyzny.

Jakże dziś nam potrzeba miłośników Polski i Boga. Jednym z wielkich zapomnianych jest abp Józef Teodorowicz. Gdy czytam jego kazania z tamtych lat zadziwia piękno języka i żar miłości do Ojczyzny. Rodzą się pragnienia, aby wprowadzić te słowa do szkół, po to by można było podzielić się dobrem i mądrością, by pokazać, że te wartości mogą wyznaczać sens życia.

Arcybiskup nie był pięknoduchem, lecz widział Ojczyznę jako Boże zadania. Pokazywał, że Bóg prowadzi ją drogą oczyszczenia, by w państwie polskim budować Królestwo Boże. Bo Polska nie ostoi się jako państwo nieposłuszne Bogu. Jawi się abp Józef Teodorowicz jak Boży prorok, który odsłania skarby duchowe, jakie wiodą do jedności moralnej i stanowienia słusznego prawa. Trzeba się pozbyć megalomanii że ktoś jest wielki, bo chwila historii go takim uczyniła. Nam potrzeba ludzi wielkich, którzy współpracują z dziejącymi się „sądami Bożymi”. I nawet gdy obecnie konfrontujemy, że nie takiej Rzeczypospolitej się spodziewaliśmy, to trzeba nająć się do pracy w Pańskiej winnicy. A wtedy, jak pisał Józef Teodorowicz- „urobimy taką Polskę, jaka mieć pragniemy i jakiej Bóg od nas chce”…