O głębokościach serca…

„Miej serce i patrzaj w serce.” Ten cytat z ballady „Romantyczność” Adama Mickiewicza wielu z nas zapamiętało ze szkoły, ale także z pierwszej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Ojczyzny. W uroczystość Zesłania Ducha Św. w czasie spotkania z młodzieżą pod kościołem św. Anny w Warszawie uczył nas o znaczeniu i roli serca. Trzymaliśmy wtedy w rękach krzyże, a On wprowadzał nas w tajemnice jego głębokości. Przywołał słowa poety, po to by pokazać miarę duchowego wnętrza człowieka.

Dziś dostajemy do rąk książkę kard. Roberta Saraha i największego teologa współczesności – emerytowanego papieża Benedykta XVI pt.” Z głębi naszych serc”. Nie sposób nie połączyć tamtych rozważań z treściami i intencjami książki. Chociaż jej celem jest obrona celibatu kapłańskiego jako niezastępowalnego daru Kościoła, to przecież jego wartość nie może być zrozumiana bez istoty kapłaństwa, jakim jest prowadzenie głębokiego życia duchowego wg serca. Jego miarę wyznaczają cnoty ewangeliczne – ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Ubóstwo oznacza życie w transcendencji do dóbr tego świata, czystość – opanowanie ducha pożądliwości zmysłowej. Posłuszeństwo jest uległością wobec instytucji Kościoła i jego doktryny, pod warunkiem, że ta zależność nie prowadzi do grzechu.

Takie życie jest przykładem dla świata, ponieważ świadczy o tym, że człowiek jest w stanie opanować pożądliwość oczu, ciała i pychę przez siłę ducha wspomaganą przez Boga. Pozwala kapłanowi być sługą Chrystusa, by przez Niego rodzić ludzi do wiecznego życia duchowego. Ta misja dziś jest podważana, bo jest niezrozumiała. A dzieje się to, jak sądzę, ze względu na to, że współczesność utraciła dwa podstawowe drogowskazy jakimi są rozumne odniesienie się do życia i do ducha.

Pierwszemu niezrozumieniu winna jest metodologia nowożytnej nauki, która ograniczyła się do poznawania tego, co martwe i bezwładne. Uznała, że tylko taki obszar poznania jest człowiekowi dostępny. Wskutek czego wszelkie wytłumaczenia istoty życia znalazły się poza jej zakresem i ujmowane jest ono jako przypadkowe. Nie ma żadnej przyczyny sprawczej, formalnej ani celowej. Niezrozumienie prowadzi do stanu, w jakim powszechnie w naszej cywilizacji życie przestaje być chronione.

Drugim jeszcze większym zniszczeniem współczesnej kultury jest odrzucenie wiedzy o duszy ludzkiej, jej władzach, o rozwoju ducha, o relacji pomiędzy duszą a ciałem. Ta niewiedza spycha człowieka w pojmowanie siebie za pomocą kategorii materialnych i sytuuje ludzką osobę na poziomie zwierząt. Konsekwentnie, takie życie opiera się na mnożeniu przyjemności i użyteczności.

Jest to redukcja człowieka, przed którą przestrzegał już Adama Mickiewicz w „Odzie do młodości” pisząc: …”bez serc, bez ducha to szkieletów ludy”… Nasza cywilizacja dochodzi do takiego stanu. Jej jedyną nadzieją jest podniesienie serc i ducha przez Chrystusa. A to dzieje się przez służbę kapłanów w Kościele ale wtedy, gdy rozumieją na czym polega podobieństwo człowieka do Boga, gdy sami mają serca nie kamienne ale nowe – Chrystusowe…