O głos sumień…

Wydaje się, że nie ma dla nas bliższego słowa niż wolność. Wyraża ono tę wielką cechę człowieka, jaką jest możliwość samodzielnego decydowania. Trzeba jednak nauczyć się przemieniać ją w czyny, które budują właściwe relacje z ludźmi i Bogiem. W życiu osobistym uczymy się takiego postępowania naśladując tych, którym ufamy. W życiu społecznym kształt wolności ukazywany jest przez prawo, ponieważ ono wpływa na kształt sumień.

Obchodzimy rocznice naszych wielkich doświadczeń wolności – czterdziestolecie I pielgrzymki św. Jana Pawła II i rocznicę wyborów do sejmu kontraktowego w 1989. Jakże różne oblicza i głębokości ducha wynikają z tych doświadczeń! Ojciec Święty zapalił serca Polaków, wlał w nie Chrystusową wolność i poruszył z posad bryłę świata upominając się prawa do niezależności dla naszych zniewolonych pobratymców, którym komunizm odebrał prawo do wyrażania narodowej godności. Była to niezwykła sprawa. Oto w polityce Kościoła katolickiego zatriumfowała idea wolności ponad status quo – zniewalania i deprawacji moralnej. Dokonał tej zmiany człowiek, który nie tylko przywracał normy sumieniom odnawiając je, ale sam pod wpływem Ducha św. wykuwał nowe drogi historii.

Z tamtego zbiorowego przebudzenia wynikła dziesięciomilionowa Solidarność początku lat osiemdziesiątych. Zorganizowaliśmy się wtedy w struktury związkowe w miastach i na wsi, nie dlatego, że nagle staliśmy się bardzo odważni, ale dlatego, że poznaliśmy serce, które znało miarę wolności i które od nas wymagało działań na tę miarę. To serce nigdy nie zostawiło nas samych. Wymagało i wstawiało się za nami u Boga i ludzi, gdy przyszły ciemności stanu wojennego. Ono podtrzymywało wiarę w świt wolności. A gdy ten przyszedł – dokonało się niemożliwe. Nagle upadł Związek Sowiecki i narody europejskie uzyskały szansę na samostanowienie.

Po trzydziestu latach można zapytać, co z nią uczyniliśmy? Symboliczną odpowiedź przynoszą dwa wydarzenia w Gdańsku. Jedno działo się w historycznej Sali BHP, gdzie odbyła się Konferencja „Obudził w nas solidarność…” a drugie w Europejskim Centrum Solidarności, które miało na celu wypracowanie strategii walki opozycji z legalnym rządem Polski.  Symbolem pierwszego była obecność władz RP – Premiera i przedstawicieli Prezydenta, osób bliskich św. Janowi Pawłowi II jak prof. Rocco Buttiglione, a także udział duchowieństwa. Mówcy podkreślili znaczenie wolności solidarnej i narodowej, by Europa była miejscem nadziei. Symbolem drugiego spotkania była obecność Lecha Wałęsy, który proponował założenie partii mniejszości seksualnych i domagał się protektoratu niemieckiego, Donalda Tuska, który z zaciśniętymi pięściami wzywał samorządy do walki politycznej oraz Aleksandra Kwaśniewskiego, który Wojciecha Jaruzelskiego uczynił sprawcą wolności Polski.

Tak oto w Gdańsku ukazały się dwie rozbieżne drogi „wolności”. Pierwsza – godna, która wzywa do suwerenności i odpowiedzialności, druga- nikczemna, bo proponuje nie tylko antynarodowe cele, ale wybiela komunizm i jego sprawców. Gdy w październiku przyjdzie nam wybierać pomiędzy tymi programami, to za jakimi wartościami się opowiemy? Czy dopuścimy do głosu sumienie?