O solidarność w dobrym…

Jesteśmy w trakcie przedwyborczej kampanii prezydenckiej. Obserwujemy różne sposoby zdobywania zaufania wyborców przez kandydatów. Taktyka kandydatów opozycyjnych sprowadza się do manipulowania emocjami i wywołania chaosu w państwie. Gdybyśmy chcieli znaleźć dla niej nazwę, to można byłoby ją określić „po nas choćby potop”. Raczej niewiele ma wspólnego z poważnym traktowaniem wyborców. Wydawałoby się, że dla urzędującego Prezydenta wystarczy na tym tle pokazać umiarkowanie i mądrość, by skutecznie przekonać wyborców. Ale Prezydenta poniosła „ułańska fantazja” w sprawie TVP, co spowodowało, że zamiast kampanii pod znakiem rozsądku będziemy mieć do czynienia z taktyką, którą przedstawił nam Sędzia w Panu Tadeuszu – „jakoś to będzie”.

A szkoda, bo w przypadku obecnych wyborów stawką jest kształt państwa. Stoimy dziś przed wyborem pomiędzy liberalizmem oligarchicznym a demokracją personalistyczną. Ten pierwszy jest reprezentowany przez wiele środowisk, które dla własnej korzyści godzą się na rozwarstwienie społeczeństwa na elity i kasty, na wykorzystanie struktur władzy do realizowania korzyści grupowych, na utratę suwerenności państwowej przez reprezentowanie i obronę interesów obcych państw czy międzynarodowych korporacji. Jest to typ liberalizmu, w którym doskonale się czują elity postkomunistyczne. Jego charakterystycznymi cechami są, jak zauważa Mieczysław Gogacz w książce pt. „Okruszyny”, mieszanie prawdy z fałszem, dobra ze złem, dominacja poglądów i wymyślanych teorii nad rzeczywistymi problemami ludzi. W liberalizmie uwodzi się obywateli błędną teorią wolności jako absolutnej niezależności i czyni ilość posiadanych rzeczy miarą człowieka. Siła tego uwodzenia jest ogromna. Zdarzyło mi się przed dwoma laty uczestniczyć w konferencji, która miała na celu pokazanie pozytywnych aspektów przemian demokratycznych w Polsce. W jej trakcie odbyła się debata o sposobach realizacji wolności w państwie demokratycznym pomiędzy studentami Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego a studentami Szkoły Głównej Handlowej. Okazało się, że wolność była przez nich rozumiana jako usuwanie ograniczeń, aby łatwiejsza stawała się dostępność konsumpcji i przyjemności.

W obecnych, ale i następnych wyborach, stoimy zatem przed problemem czy uda się wolności nadać oblicze personalistyczne, takie, jakie postulował Jana Paweł II.  Jej celem jest ochrona dobra każdej osoby, jej życia fizycznego i duchowego. To dokonuje się przede wszystkim w strukturach, które wyrastają z potrzeb ludzkiego serca i które państwo musi chronić. Są nimi rodzina, naród, Kościół. To są moce, które tworzą silną kulturę jako podstawę bytu państwowego. W nich uczymy się wolności skierowanej ku prawdziwemu dobru osób. Pomimo wszelkich słabości, jakie się w nich objawiają z powodu ludzkich złych działań, są to jedyne instytucje, w których każda, nawet najsłabsza osoba jest najsilniej chroniona. Ich dobro stanowi normę dla demokracji, by celem państwa i władzy stała się solidarność w dobrym, a nie w złym. Mam nadzieję, że takie przesłanie wybrzmi w kampanii obecnego Prezydenta z udziałem PiS-u, choć to przestało być oczywiste…