O wartości religii w szkole…

W ostatnich latach w naszej Ojczyźnie jesteśmy poddawani próbom marginalizacji naszej wiary, jakby była czymś nieważnym i wstydliwym. Trwa walka z religią katolicką. Jej areną staje się szkoła. W Warszawie po zmianie prezydentury trwa swoisty napór urzędniczy, aby religia w szkole była uznawana za przedmiot, który ma marginalne znaczenie dla życia młodego człowieka. Dąży się krokami administracyjnymi do tego, aby lekcje tego przedmiotu odbywały się na początku lub na końcu dnia, by je skrócić do jednej godziny w tygodniu, aby łączyć klasy. Uzasadnia się te posunięcia troską o higienę pracy uczniów. Nie mogąc złamać konkordatu, stwarza się warunki zachęcające dzieci do opuszczania religii. Wyobraźmy sobie, że taka sytuacja dotyczyłaby np. matematyki. Ile byłoby oburzenia! A co mają powiedzieć katecheci? Jak szanuje się ich misję?  Jak ma wyglądać ich plan pracy? Władze Warszawy mając usta pełne sloganów o równości doprowadzają do dyskryminacji nauczycieli religii, do stwarzania sytuacji, w której dyrektor może lekceważyć status pracownika. Tworzy się podziały w gronie pedagogicznym, gdzie nauczyciele religii są osobami drugiej kategorii.

W zamierzeniach władz stolicy uczeń ma być w szkole jak najdłużej. Finansuje się zajęcia pozalekcyjne, aby zachęcić dziecko do przebywania w niej. A szkoła staje się nośnikiem treści, które są wrogie wartościom rodzinnym i chrześcijańskim. Nie ma żadnego problemu z wprowadzaniem nowych zajęć z edukacji seksualnej wg WHO czy tzw. „przeciw mowie nienawiści”. Jest to nadużycie władzy i niszczenie sytemu szkolnictwa w którym urzędowo deprawuje się uczniów. Szkody wyrządzone przez takie działania są ogromne. Deprecjonuje się katolicyzm. Dzieci i młodzież odcina się od źródeł naszej kultury. Urzędniczy gwałt dotyka najbardziej cichych, pokornych – dzieci pragnące sprawiedliwości i nierozumiejące dlaczego właśnie ich wiara ma być napiętnowana.

Chcielibyśmy, aby system szkolnictwa był perłą kultury. By wszystkie władze dbały o to, aby młode pokolenie było chronione przed złem, miało dostęp do tego co wartościowe, kształtowało i wyrabiało swoją wrażliwość na prawdę, potrafiło odróżniać dobro od zła. Zanim posłuchamy demagogów może warto prześledzić np. intelektualne drogi jednego z największych umysłów świata, jakim był św. Augustyn z Hippony.  Jego „Wyznania” są niezwykłym świadectwem. Pisał w nich, że gdy pochłonął niemal całą ówczesną świecką wiedzę, był bezbronny wobec opinii ówczesnych autorytetów. „Przyklejało” się do jego umysłu wszystko, czym żyła elita świata i prowadziło do haniebnych czynów, za którymi tkwił bezsens życia. Otrzeźwiał, gdy uwierzył.  Wtedy zrozumiał, że do mądrego życia nie jest konieczne posiadanie wielkiej wiedzy, ale „ciche posilanie się pokarmem zdrowej wiary”. Ona sprawia, że „powoli wyrastają pióra, by mogły rozwinąć skrzydła miłości”.  Trzymajmy się zatem w szkole klasycznej mądrości i chrześcijańskich drogowskazów…