O zadaniach szkoły…

Jak bumerang w debacie społecznej wraca sprawa edukacji. Dzieje się tak, ponieważ stała się ona przedmiotem walki wyborczej. A że ta nabrała rumieńców aksjologicznych szkoła jest areną poddaną wielorakim wpływom. Nie jest to oczywiście dobre dla wychowania, gdyż uczniowie stają się ofiarami zaangażowania nauczycieli, którzy w politycznym zapale wprowadzają dzieci w sprzeczne systemy wartości.

Sprawę takich praktyk porusza wydane 5 lipca oświadczenie Rady Krajowej Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Świeckich w sprawie narzucania ideologii LGBT. Przyczyną wydania komunikatu było zwolnienie przez koncern IKEA pracownika, który nie akceptował ideologii LGBT narzucanej przez pracodawcę. Rada Krajowa stanęła w obronie pokrzywdzonego zarzucając pracodawcy łamanie podstawowego prawa do wolności sumienia i poszanowania godności osoby. W wydanym oświadczeniu ten fakt stał się powodem szerszej krytyki indoktrynacji społeczeństwa groźną ideologią. Wśród nich przywołano praktyki niektórych nauczycieli propagujące zachowania LGBT. Oburzające jest to, że wykorzystują oni szkołę do naruszania poczucia przyzwoitości i intymności uczniów. Chodzi o „wprowadzanie wulgarnych lektur, uczestnictwo w obscenicznych przedstawieniach teatralnych, oglądanie nieprzyzwoitych filmów czy dyskusje sterowane ku afirmacji dewiacyjnych zachowań”.

Dlaczego takie praktyki są niebezpieczne? Otóż dlatego, że opierają się na błędnych teoriach, a jednocześnie wskutek tego, że wprowadzane są przez szkołę, ten błąd jest przykrywany  jej autorytetem.  Dzieci nie są w stanie tego błędu odkryć i stają się jego ofiarami. Toczy się bowiem ogromna walka o zmianę w rozumieniu osoby i jej zachowań seksualnych. Wydaje się że błąd w tej dziedzinie niewiele znaczy, ale to tylko pozór. Jak uczył nas św. Jan Paweł II człowiek jest całością i niewłaściwe działania w sferze płciowości redukują pojęcie osoby i deformują kulturę moralną. Przecież na czym opiera się społeczna afirmacja rozwodów, niewierności, wielożeństwa, antykoncepcji, aborcji jak nie na błędzie w rozumieniu ludzkiej seksualności?

Wskazuje się wiarę jako antidotum na błędy współczesnej antropologii. Jest w niej siła, ale staje się często ona lekarstwem niewystarczającym, gdyż dewiacje seksualne uzasadnia się nauką. A człowiek, kiedy ma wybierać pomiędzy wiedzą a wiarą, najczęściej wybierze wiedzę. Ponadto, jak zauważył św. Tomasz z Akwinu, błąd w rozumieniu natury rzutuje na pojmowanie Boga. I rzeczywiście tak się dzieje. Wystarczy przytoczyć rozważania byłego papieża Benedykta XVI na temat obecnego kryzysu w Kościele. Wskazuje on na to, że jedną z głównych przyczyn jest zmiana wywołana przez księży wyedukowanych w szkołach, w których była powszechna edukacja seksualna. Nauczono ich, że homoseksualizm jest „normalny”. Wnosząc taką wiedzę do seminariów dopasowali do niej swoje rozumienie Boga, zdeformowali przekaz wiary, jaki usiłują narzucić wiernym.

Gdy to dostrzeżemy, to pierwszorzędnym zadaniem edukacji staje się budzenie wrażliwości na prawdę. Jest to konieczne, by szkoła przekazywała prawdziwą naukową wiedzę o człowieku i podstawach jego godności. Piszę prawdziwą, ponieważ współczesne teorie na których bazuje ideologia gender są po prostu fałszywe, tak pod względem metod jak i wniosków. Jeżeli odstąpimy od wymagań prawdy wszystko się zawali…