Płomień, który nie gaśnie…

Czym było zwycięstwo w wojnie 1920? Wciąż nie zdajemy sobie sprawy z przełomu historii, jakiego dokonał polski naród. Czym był wymodlony i wywalczony „cud nad Wisłą”, o którego to nadzwyczajnej wielkości wiedziano już w kilka dni po pobiciu Armii Czerwonej pod Warszawą? Świadczy o tym list z 24 sierpnia socjalistycznego wicepremiera Ignacego Daszyńskiego do generała Weyganda z francuskiej misji wojskowej. Pisał: …”Cud nad Wisłą”…to był rzeczywiście cud narodu polskiego zjednoczonego w chwilach najtragiczniejszego swego przełomu ze swoim żołnierzem w obronie swego świętego prawa do niepodległości…

Polska nie tylko odepchnęła od swoich granic pożogę, ale na wiele lat zniszczyła siłę wojskową bolszewizmu. Było to możliwe dzięki umiłowaniu wolności, które objawiło się nie tylko wśród szlachty i inteligencji, ale także na polskiej wsi, w sercach polskich włościan. To oni byli trzonem wojska. Ich porywał do walki premier Witos. Na początku sierpnia 1920 pisał w odezwie… od was bracia włościanie, zależy… czy Polska będzie się rozwijać w wolności i dobrobycie, czy też będzie zmuszona pod batem władców Rosji pracować dla najeźdźców i żywić ich swoją krwią i znojem…

Ducha walki podtrzymywał Kościół. Biskupi wzywali wiernych: Utwórzcie i wy przez zjednoczenie uświęconą nadprzyrodzoną wiarą armię narodowego zbawienia. Idźcie do niej wszyscy…duch jej przełamie obojętność…zbudzi w narodzie bogate, drzemiące w nim siły i do zwycięstwa poprowadzi. Ufamy, że tak będzie i tak się stanie. My zaś do Najświętszej Panny obracamy się z prośbą i modlitwą i łkaniem…

Dziwował się niezwykłemu zwycięstwu Józef Piłsudski, gdy wspominał ów rok 1920. Wyprowadził 16 sierpnia uderzenie znad Wieprza w kierunku Warszawy. Przez dwa dni żołnierze bez większych walk przeszli prawie 100 km, by wyjść na tyły sowieckich wojsk, które usiłowały zdobyć Stolicę. W nawiązanej walce wojska dowodzone przez Piłsudskiego straciły, jak pisze Richard M. Watt w książce „Gorzka chwała”, dwustu zabitych i rannych, ale bitwa… zmieniła całą sowiecką armię w hordę przerażonych uciekinierów…Triumf przerósł wszelkie oczekiwania. Watt pisze dalej …Nikt nie był sobie w stanie wyobrazić, że koszmar skończył się tak nagle. Zwycięstwo zostało osiągnięte praktycznie bez walki.…

Była to Victoria, która podnosiła ducha narodu. Na szlaku znaczonym  przez bolszewików zabójstwami, gwałtami, grabieżą, wyzwolone serca pragnęły wyrazić wdzięczność. Tak pisał o tym świadek wydarzeń w „Czasie” z 2 października 1920 o Zamościu, który wojsko polskie obroniło przed dziczą Budionnego. …nie zapomniało mieszczaństwo o dzielnych obrońcach i umiało uczcić na swój po raz pierwszy stosowany sposób pamięć poległych. Oto trumny żołnierskie niosły na swych barkach dziewczęta, uratowane od hańby, a ludność miasta szła tłumnie na cmentarz by kwiatami ustroić mogiły…

Po oddaniu hołdu życie wracało do normy nie tylko w Polsce. Cud nad Wisłą utwierdził wolność ludów od Finlandii po Rumunię. Mimo, że czas ten trwał tylko 20 lat, a sowiecka Rosja okupowała później przez pół wieku ogromną połać Europy, nie zdołała trwale zniewolić podbitych narodów, bo żarzył się w nich płomień wolności rozpalony zwycięstwem Polaków w roku 1920.

Po lewej brat ojca mojej mamy – Paweł Leszczyński w mundurze ułańskim.