Powód do nadziei…

Wyjątkowe okoliczności naszego obecnego życia sprawiają, że jesteśmy przymuszani przez nie do wykorzystywania różnych naszych zasobów – dóbr zewnętrznych i przede wszystkim tych wewnętrznych. Na nienormalność, jaka powoduje izolację i radykalne zmniejszenie relacji z innymi ludźmi reagujemy, jak można zaobserwować, w dwojaki sposób. Jednym jest mnożenie obaw, drugim jest walka o ograniczenie zagrożenia i jego eliminację. W pierwszej postawie dominuje strach, a druga wymaga zapomnianej dziś cnoty męstwa.

Stajemy przed egzaminem, który weryfikuje ludzi ze względu na ich stosunek do epidemii. Wartość zyskują ludzie, którzy rzeczywiście troszczą się o życie innych, o ich dobrobyt. Sprawdzian dokonuje się na każdym poziomie życia społecznego, począwszy od rodziny a skończywszy na instytucjach politycznych. Pragniemy nie tylko roztropnego sprawowania władzy, ale także potrzeba nam przykładów osób, które pobudzą do ofiarności, do czynienia dobra. A to nie jest łatwe. Wiele dokonano by człowieka zdeprawować, by nie był zdolny do bezinteresownego czynienia dobra. Usiłowano przekonać, że sposobem na życie jest realizacja roszczeń do nieograniczonego korzystania z przyjemności. A przecież, jak już zauważył Arystoteles, taka droga nie kształtuje człowieka, ponieważ prowadzi wprost do rozwiązłości i niemożności stworzenia trwałego życia wspólnotowego. Nieumiarkowanie niszczy relacje, dzięki którym człowiek staje się lepszym. Dziś powiedzielibyśmy, że przeszkadza tworzeniu dobrobytu, o ile rozumiemy go nie jako posiadanie dóbr zewnętrznych, ale jako uzyskiwanie sił wewnętrznych, dzięki którym będziemy umieli sprawiać dobro innym.

Bo czynienie dobra wiąże się z pokonywaniem przykrości. Ma gorzki korzeń, lecz owoc słodki, jak mówi zapomniane dziś przysłowie. Perspektywa doznania jego słodyczy wcale nie musi być ziemska. Chyba nawet wręcz przeciwnie. Tylko życie dla słodyczy nadprzyrodzonej ma sens. Takie myśli przychodzą, gdy obserwujemy ludzi, w postawach których dominuje poczucie służby. Nie chodzi tylko o szeroko pojętą działalność medyczną. Ostatnio wśród szumu informacyjnego przebiła się wiadomość o tym, że z powrotów do kraju, jakie organizował LOT, nie skorzystali polscy misjonarze. W obliczu pandemii wybrali pozostanie wśród ludzi, którym posługują i którzy im zaufali. Postawa niemal dwóch tysięcy polskich księży i zakonnic świadczy, że można zachowywać się tak jak trzeba, że można żyć godnie, mężnie i wielkodusznie.

Z trudnością przebijają się takie świadectwa do społecznej świadomości. Są tłumione w mediach, ponieważ pokazują drogę naśladowania Chrystusa, odsłaniają oblicze Kościoła wiernego otrzymanej od Boga miłości. Współcześnie są uważane za największą przeszkodę dla rozwoju globalnego liberalizmu, za którym czai się kolonializm. Codziennie boleśnie się przekonujemy, jak wiele jest w Polsce ośrodków usiłujących go promować. Podważają jakże skuteczne działania władz, anarchizują porządek prawny i polityczny. Ale przywołując przykład misjonarzy czy też ofiarności służby zdrowia w zmaganiu z pandemią widzimy, że teraźniejszość odsiewa plewy od ziaren, że zaczynamy cenić postawy ludzi, którzy potrafią chronić innych w każdych warunkach. I to budzi nadzieję …