Przeciw bezradności…

Doświadczamy obecnie czasu, jaki dawno ludzkości się nie przydarzył. Przeżywamy obawy o własne życie wśród szerzącej się epidemii. Pojawiają się pytania o skuteczność podejmowanych decyzji ratujących ludzkie życie a także o to, jaka rzeczywistość ukształtuje się po tych zdarzeniach. W obliczu zmagań widać, że siłę do walki wykazują tylko samodzielne państwa. Doznajemy bowiem niemocy instytucji ponadnarodowych w tym szczególnie UE czy ONZ. Ujawnia się ich fasadowość i kompletne nieprzygotowanie do udzielania pomocy. Chwieje się mit społeczeństwa otwartego i postępu opartego na konsumpcji. Pojawia się bezradność i niepewność. Jak mamy sobie poradzić?

Odpowiedź może być udzielana na poziomie wiedzy i wiary. Zacznę od tropów na jakie wprowadza wiedza. Ufamy mocno medycynie, służbie zdrowia.  Ale czy to wystarczy? Ostatnio zdarzyło mi się wygłosić krótki wykład o zachowaniach w sytuacjach skrajnych trudności na podstawie badań psychologów amerykańskich i polskich z okresu ostatniego półwiecza. Opisują oni jak ludzie reagują na traumatyczne zdarzenia, w jakich muszą uczestniczyć. Są to okoliczności, w jakich następuje utrata kontroli nad swoim dotychczasowym życiem, bądź takie, których nie można modyfikować. Reakcją, jaka się wtedy pojawia jest bezradność. Charakteryzuje się ona niemożnością podejmowania decyzji, osłabieniem umiejętności kojarzenia i depresją. Pointą artykułu są dociekania psychologów nad źródłami doświadczanej bezradności i sposobami jej pokonania. Wyniki badań pokazują, że geneza tkwi w niewłaściwej aktywności poznawczej, tj. takiej, która nie pozwala na wygenerowanie sensownych rozwiązań dla prowadzenia dalszego życia. Jej źródłem jest funkcjonowanie wśród sprzecznych i fałszywych informacji, które obezwładniają umysł. Na marginesie, warto dziś zobaczyć, kto takie informacje rozpowszechnia.…

Aby doprowadzić kogoś, kto doświadczył bezradności, do ufności w prawdę i siłę własnego rozumu, autor wskazuje, że muszą pojawić się osoby, które są w stanie współodczuwać i wysłuchać. Musi nastąpić pokonanie smutku. Pięknie pisze św. Tomasz o tym, że osoba pogrążona w smutku w sposób naturalny otrzymuje pocieszenie od swoich przyjaciół. Bo ludzie zasmuceni z powodu żałości innych, pomagają nieść ciężki przedmiot smutku. Ponadto pisze, że gdy przyjaciele pocieszają, widzimy ich miłość, która sprawia zadowolenie. W tych czasach bezradności takiego wsparcia potrzeba nam po to, by rozum mógł funkcjonować prawidłowo.

A jak historię oceniać z poziomu wiary? By tu uzyskać rozjaśniający promień przytoczę myśli ks. prof. Konstantego Michalskiego, rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, więźnia hitlerowskich obozów, który w 1946 w artykule „Dokąd idziemy?” pisał, że cel dziejów polega na tym, że przez nie dokonuje się asymilacja ludzkości do Boga. Odkąd bowiem serca ludzkie zostały zaszczepione w Chrystusie, dążenie do upodobnienia się do Niego staje się wewnętrznym ogniem. Pomimo doświadczanych bezradności Chrystus nieustannie nas pociesza i pozwala odzyskiwać na nowo sens życia. A tego ognia nic nie wyziębi…