Przeciw siłom ciemności…

W czerwcu obędzie się w Warszawie beatyfikacja kardynała Stefana Wyszyńskiego. Po czterdziestu latach od śmierci trudno dziś zrozumieć moc Jego ducha, bo żyjemy w czasach, gdy coraz częściej brakuje miary do oceny nie tylko bohaterstwa, ale zwykłego człowieczeństwa.

Gdy dziś patrzymy na działalność Prymasa, to Jego dokonania wydają się nieprawdopodobne. W jaki sposób przeszedł ten labirynt pułapek, niepewności, zagrożeń przez system zdający się posiadać wszystkie środki do unicestwienia i zniszczenia każdego człowieka? Komu możemy zawdzięczać sukces pokonania ateizmu? To nie mogło się wydarzyć, nie mówiąc o tym, że nie mogło się udać. Wśród źródeł zwycięstwa, była wiara – taka najprostsza, najczystsza ufność Chrystusowi, Jego Matce, ta którą wyniósł z domu, taka, jaka kształtowała życie narodu i oświetlała drogę Polaków i Polski.

Ten skarb wiary Prymas starał się umocnić za wszelką cenę w polskim Kościele, bo ona czyniła ludzi wolnymi we wszystkich sytuacjach. Była siłą do prowadzenia codziennego, normalnego życia. Ta właśnie walka o normalne życie wydaje się być determinantą jego służby. On, który od Matki Chrystusa uczył się skromności, modlitwy, troski, znoszenia samotności i niezrozumienia, odwagi i męstwa, wiódł ku odzyskaniu wewnętrznej i zewnętrznej wolności.

Leży przede mną antologia tekstów Prymasa Stefana Wyszyńskiego – „Nauczanie o małżeństwie i rodzinie”. Gdy ją przeglądam dostrzegam, że niemal nie było tygodnia, w której ks. Stefan Wyszyński nie odnosiłby się do rodziny, do zagrożeń jakie wprowadzała świecka i materialistyczna kultura, do praw, które wprost niszczyły rodzinę i jej członków i w konsekwencji demolowały życie społeczne. Dla Prymasa droga do człowieczeństwa wiodła przez rodzinę. Stąd tworzenie ludzkich warunków do realizacji miłości małżeńskiej i rodzicielskiej było przedmiotem stałej troski. Na tym polu toczył bój przeciw dwóm wielkim zagrożeniom współczesnej cywilizacji jakim były i są doktryny nieograniczonego indywidualizmu i nieograniczonego totalizmu państwowego. Obie przeciwstawiają się podstawowym normom ludzkim, obie z zawziętością niszczą przestrzeń rodziny, w której człowiek osiąga pełnię swojego człowieczeństwa. Gdy analizujemy homilie, artykuły Prymasa, warto zatrzymać się nad pytaniem, skąd brał się taki mocny oddźwięk na Jego słowa w umęczonych i skołowanych ludzkich duszach? A on po prostu osłaniał serca i umysły przed unicestwieniem przez komunistyczny system kłamstwa i terroru, bronił podstawowych praw człowieka jakimi są prawo do Boga, do miłości i prawdy.

Prymas szedł ciemną dolina pomiędzy liberalizmem a socjalizmem, które uważał za bliskie sobie odmiany ustrojów redukujących człowieka. W czasie totalnej pogardy prowadziła go niezwykła ufność w dobroć dzieła Boga, jakim jest człowiek i jego naturalne prawa. Pragnął go wynieść na wyżyny Chrystusowe, wzmocnić w Kościele z pomocą łaski, by miał siłę do służby przeciw ideologii nienawiści. Wskazywał trudną drogę miłości i przebaczenia. Od katolików wymagał podstawowej przemiany – życia w łasce nadprzyrodzonej, by dobro mogło zaistnieć, by byt narodowy był budowany na służących człowiekowi prawach, by zło nie niszczyło natury człowieka…