Szkoła przeciw dziecku?

Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski wydała „Apel do rodziców i prawnych opiekunów” w sprawie zatrzymania procesu deprawacji dzieci i młodzieży. Jego przedmiotem jest zwrócenie uwagi rodziców, że niektóre władze samorządowe wprowadzają do szkół szeroko rozumianą edukację seksualną.

Natomiast w obronę tej formy wychowywania włączyła się część nauczycieli, zwłaszcza skupiona wokół ZNP. Ich ideowe oblicze prezentuje grupa „Protest z wykrzyknikiem”. Wysłali oni list otwarty do Prymasa Polski, w którym oskarżają Kościół o tworzenie konfliktu społecznego, o zachęcanie do stosowania przemocy. Powodem napisania listu jest rzekoma troska autorów o uczniów. W swoim piśmie przytaczają przykłady funkcjonowania Kościoła w przestrzeni społecznej – od nauczania religii w szkole, przez głoszenie słowa na niedzielnych Mszach świętych, po oddziaływanie mediów takich jak Radio Maryja i Telewizja Trwam. Ta wyliczanka nie jest przypadkowa. Autorzy uznają to za nieuzasadnione przywileje, które są nadużywane w złej sprawie. Chodzi mianowicie o to, że „…przedstawiciele Kościoła roszczą sobie prawo do ingerowania w całość procesu edukacyjnego i wychowawczego w polskich szkołach i przedszkolach, podważając przy tym kompetencje moralne nauczycieli i nauczycielek oraz podając w wątpliwość ich intencje…”. A dalej jest jeszcze ciekawiej. Aktywiści ZNP piszą, że „…. Nie potrafimy zrozumieć, dlaczego Kościół ostrzega rodziców przed zajęciami przeciwdziałającymi przemocy i uczącymi tolerancji.…”. Autorzy listu czują się „… skrzywdzeni niesprawiedliwymi i bezpodstawnymi oskarżeniami” i postulują by Kościół był partnerem, „który wspiera polską edukację, nie ingerując bezpośrednio w jej kształt”, bo „religia staje się uzasadnieniem aktów agresji…”. Po wskazaniu przykładów nienawiści ze strony Kościoła autorzy przedstawiają swoje warunki dla obecności Kościoła w szkole. Chodzi o to, by nauczyciele „…analogicznie do autonomii zagwarantowanej dla szkolnej katechezy”… mogli tworzyć „…dla naszych uczniów i uczennic przyjazne, tolerancyjne środowisko wychowawcze”…. Najpilniejszym zaś celem polskiej szkoły staje się wprowadzanie edukacji antydyskryminacyjnej, bo ona przywróci pokój społeczny!

To co proponują ci nauczyciele demaskuje oblicze współczesnej, wielkomiejskiej szkoły. Z przytoczonych słów wynika, że podłożem buntu nauczycieli w obecnej rzeczywistości społecznej wcale nie są postulaty płacowe, ani nawet ambicje polityczne, ale dążenie do absolutyzacji wychowania szkolnego.  Chcą oni zneutralizować, a następnie odrzucić katolicką tradycję narodu, po to, by móc wprowadzać nową konstrukcję antropologiczną i moralną w umysłach oraz sercach dzieci. Nauczyciele pragną być nieskrępowanymi społecznie inżynierami dusz młodzieńczych. Narzędziem ma być edukacja seksualna.

Treść listu otwartego poraża. Św. Tomasz z Akwinu w Sumie Teologicznej pisał, że źródłem moralności jest prawy rozum i prawo Boże. Słowa tych nauczycieli zaprzeczają obu warunkom. Powstaje zatem pytanie, czy oni mają kompetencje wychowawcze? Czy możemy im powierzyć dzieci, gdy jawnie wiodą je ku zgorszeniu, a więc ku drodze odwodzącej od możliwości spełnienia ich życia w miłości?