Tajemnica miłości i historii…

Dziś obchodzimy uroczystość Zwiastowania NMP. Zatrzymujemy się w liturgii, by uczcić najważniejszą w dziejach chwilę, po której, jak pisał jeden z filozofów, historia ludzkości obróciła się na zawsze, jak na zawiasie. Rozważamy sekundy, w których cały świat, niebo i ziemia, aniołowie i wszelkie stworzenie wstrzymało oddech w oczekiwaniu na odpowiedź człowieka wobec propozycji uczestnictwa w Bożym planie odrodzenia świata. To jest ta chwila, w której Panna o naturze bez domieszki zła, godzi się w miłości przyjąć Boga, który będzie w Niej wzrastał przez dziewięć miesięcy, którego ujawni światu i dla którego będzie Matką. A współuczestnicząc w cudzie Bożego macierzyństwa stanie się po 33 latach, z woli swego Syna-Boga, Matką wszystkich odkupionych.

Chociaż nigdy nie znajdzie się dość słów i czynów, by wyrazić wielkość tego dzieła, to przez całe wieki wierzący nieustannie starają się wyrazić wdzięczność i podziw dla tego MOMENTU, od którego każdy człowiek staje się centrum Bożej miłości i celem historii. Wciąż ożywiają nas słowa, które składają się w modlitwę pozdrowienia anielskiego, które przeradzają się w kontemplację tajemnic różańcowych, w litanie, akatysty i hymny, rekolekcje i rozmyślania, wiersze i poematy. Wciąż prowadzą nas do tych miejsc w sercu i tych w przestrzeni, gdzie biją źródła miłości Boga. A których, jakże przepięknym wyrazem, są najwspanialsze dzieła ludzkiej architektury – kościoły, zwłaszcza te gotyckie, które wysławiają Zwiastowanie.

Nie mogąc ich tu pokazać, przypomnę dwa epizody z polskiej literatury, które wprowadzą nas w tajemnicę tych najważniejszych chwil historii. Na początek widzenie Adama Mickiewicza z wiersza „Słowa Najświętszej Marii Panny” : .

Aż miłość moja zamieniła się w iskrę widomą i duch mój cały otoczył ją i tylko w nią patrzył. I poczułam w łonie bijące dziecię jako drugie serce, a dawne serce moje utuliło się i ucichło. I wypowiedziałam światu całą miłość moją jednym słowem Pańskim, które stało się ciałem; odtąd żyłam w Synie moim i Synem moim. Ale przez pierś moją jako przez dzień gorący zaczęły przebijać się pioruny i serce moje stało się pełne mocy jako gromów; rozpromienianie się moje siecze ciemności złe; unoszona miłością depcę zło i na dnie piekła roztłaczam je. Otaczam ziemię dłoniami mojemi, jako niebem błękitnem, i w każdej chwili, na każdem miejscu, każdemu dobremu duchowi zapalam się i świecę gwiazdą ranną.

A na koniec kilka słów od Konstancji Bonisławskiej, która pod koniec XVIII wieku wydała arcydzieło literatury religijnej pt. Pieśni sobie śpiewane. W nich, w setkach strof, napisanych bogatą polszczyzną rozważała Modlitwę Pańską i Pozdrowienie Anielskie. Jest niesprawiedliwie zapomniana w ojczystej kulturze. A jest perłą.

A zatem niech nas prowadzi do szczytów wdzięczności jej strofa:

„ O łaskiś pełna! Bo cokolwiek daru,
I łaski w człeku, to z twego wymiaru.
Ta to jest wola łask wszelkich Pana,
by wszelka łaska przez Cię była dana…

I odpowiedzmy na to jak podpowiada poetka:

Więcej Cię kocham niż z ludźmi krąg ziemi,
Więcej Cię kocham niż niebo z świętymi…