Wakacyjne zamyślenie…

Instytut Pamięci Narodowej oraz Wydawnictwo „Soli Deo” wydało biografię Prymasa Tysiąclecia „Kardynał Stefan Wyszyński 1901-1981”. Autorami są Rafał Łatka, Beata Mackiewicz i ks. Dominik Zamiatała. Jest to księga, w której na ponad 550 stronach przedstawiono życiorys i dokonania Prymasa ilustrowane wieloma unikatowymi zdjęciami. Znajdujemy w niej nie tylko zwierciadło epoki, ale ukazane zostały źródła siły jednego z największych Polaków. Czasami są to zdarzenia wielkie, a innym razem niepozorne. Wśród przetoczonych faktów może ujść uwadze wspomnienie młodego alumna włocławskiego seminarium, który wyjechał na wakacje do starego księdza. Zabrał ze sobą książkę „Problem istnienia Boga”. Stary proboszcz wyraził zainteresowanie lekturą. Gdy się dowiedział o treści, zaprowadził kleryka do ogrodu i tam wśród rzadkich roślin, jakie uprawiał powiedział, że dla młodych problem istnienia Boga jest w papierowych kartach, ale dla niego w uprawianych roślinach i kwiatach. Dodał, że „Tu Bóg dla mnie się wcielił”. Któż dzisiaj jest w stanie wygłosić takie zdanie? Żyjemy bowiem w takiej epoce, w której straciliśmy wrażliwość na odczytywanie prawdy w naturze. Nic dziwnego, że Stefan Wyszyński podsumował: Byłem zawstydzony tą głęboką prostotą.

Wiele myśli nasuwa się czytając ten epizod. Wkraczamy w najważniejszą dla kultury problematykę odnajdywania śladów Boga. Dziś jest to temat nieobecny. Nauka nie chce znać Boga i wciąż obiecuje, że wyjaśni wszelkie tajemnice. Jakże łatwo młodzi ludzie dają się uwieść tej złudzie. Popełniają błąd niecierpliwości i uproszczenia tak charakterystyczny dla idealistów upatrujących w pojęciach możliwość zrozumienia wszystkiego. Jest to także znamię naszej naukowej cywilizacji, w której nauka poszukuje sensu w wyjaśnieniach znaczeń słów a nie w prawdzie. Dzisiejsze teorie przestają być zrozumiałe, a uwiąd sensu wypełnia szkoły. Jedyną zasadą jaką się wynosi po jej zakończeniu jest przekonanie, że świat jest serią przypadków samoprzetwarzającej się materii. Trud wykształcenia owocuje ateizmem.

By zbudować własne człowieczeństwo nie wystarczy czytać książek, zatopić się w komputerze czy smartfonie. To są zawsze czyjeś myśli. Do nich należy przyłożyć odpowiednią miarę, która musi mieć obiektywny wzorzec. Idźmy za mądrością starego proboszcza, który wskazuje, że normę dają rzeczy niewytworzone przez człowieka. One napełniają umysł sensem większym niż wszystkie książki świata. Warto zatem czytać księgę natury i księgi życia. Tę pierwszą, bo wyprowadza umysł ku temu co od człowieka niezależne, ku treściom które przyciągają uwagę i otwierają się jak kwiaty na poznanie prawdy. Te drugie by poznać smak wolności, która mierząc się z trudnościami świata i historii, nadaje kształt człowieczeństwu i tworzy prawdziwe dobro ludzi.

Idąc za wskazówką starego proboszcza w darowanym nam letnim czasie zamyślmy się chwilę nad prawdą, którą odsłania stworzenie w celowo uformowanej materii, nad dokonanym przez wielkich ludzi dobrem, które przynosi pokój oraz nad fizycznym i moralnym pięknem, które wznosi myśl ku swojemu źródłu.