Wychować dusze

Mija trzydziesta dziewiąta rocznica śmierci ks. Kardynała Stefan Wyszyńskiego. Wielu z nas pamięta chwile jego odejścia, jakie w maju 1981 roku przeżywaliśmy. Wszyscy wtedy łączyliśmy się duchowo. W tych ostatnich chwilach podnosił nas jeszcze na duchu, gdy otrzymywaliśmy wiadomości o modlitwie Prymasa za rannego po zamachu Jana Pawła II.

Dziś  przyglądam się Jego życiu, by zrozumieć i przyjąć ducha, który go wypełniał. Sięgam do wielorakich pism, które pozostawił i szukam osi życia, które upłynęło w boju przeciw wielkim siłom zorganizowanej przemocy. Przeglądam antologię Jego tekstów o rodzinie z lat 1925-1981. Liczy ona ponad 1100 stron. Skierowane były do konkretnych adresatów żyjących w różnych, dramatycznych okolicznościach historycznych. A jednak dają doświadczenie niezwykłej syntezy dziejów. Są opisem konkretnych problemów ówczesnej  codzienności i jednocześnie komentarzem do niej. Są historią i ponadczasową nauką.

Na tle czasów, które za cel postawiły zniszczenie fizyczne, moralne i duchowe człowieka, Prymas toczy niezmordowaną walkę o godność ludzkiej osoby, o ten wymiar, który jest podobieństwem do Boga. Toczy bój o prawo do przeżywania takiego człowieczeństwa, jakie przedstawiają Chrystus i Jego Matka. W nich jest miara i z nich płynie moc. Walczy o kształt serca w podstawowych i najgłębszych relacjach jakie tworzy rodzina. Przekonuje i prosi by przyjąć Syna i Matkę. Przyjąć Chrystusa, który podnosi człowieka i łączy serca rozdarte między grzechem a pokojem, rzeczywistością doświadczanego zła i cierpienia a pragnieniem dobra. Uczy, że trzeba szukać Matki, przy której człowiek jak dziecko „może się rozkleić”, by stać się prawdziwym i odzyskać serce, by porzucić niedostępność i sztuczność, do jakich pcha nas współczesna cywilizacja.

Ogromna jest siła Jego nauczania skierowanego na obronę praw rodziny, która kształtuje się w miłości do życia.  Ono pochodzi od Boga i ma wielką moc. Nie można tamować strumienia życia. Z gniewem mówił, że nie można pięścią zagłuszać sumienia, mózgu, serca, bo takiemu społeczeństwu grozi śmierć. Rodzina nie tylko przyczynia się do przekazywania życia, ale ma „kanoniczną misję do nauki wiary”, do kształtowania duszy. Ma dawać życie w obfitości. Nauczał, by tworzyć rodzinne środowisko wszechstronnej formacji duchowej, moralnej, obywatelskiej i religijnej. Dziecko jest własnością Boga i rodziców. Wzrasta w promieniach miłości matki i ojca, w świetle ich wzajemnego szacunku, pomocy i cierpliwości. Prymas przypominał, że dusza dziecka będzie taka jak dusza matki. Nie można rzucić je w świat i powiedzieć – radź sobie, bo świat je zdeformuje, zwłaszcza gdy uwiedzie życiem bez Boga.

Całe nauczanie ks. Prymasa służyło wytworzeniu szańców przeciw bezbożności. Dążył do upowszechnienia obyczaju narodowego, który tworzy rodzina oddana Bogu. Pragnął zakorzenić ją w polskości, w skarbcu, jaki zgromadził naród przeniknięty Chrystusowym duchem. Chciał, aby rodzina wzrastała do ewangelicznej jedności serc, jaka tworzy Kościół.